INDIE – krowie opowieści

Indie mają kilka świętych zwierząt, symboli narodowych. Ale żadne nie zdobyło sobie na skali świętości tak wysokiej pozycji jak krowa. Święta krowa to dziś praktycznie symbol popkultury. Zawsze pojawiają się pytania: dlaczego akurat krowa? Pewnie odegrała jakąś istotną rolę w indyjskiej mitologii? Rzeczywistość świętej krowy jest jednak o wiele mniej mitologiczna i legendarna niż by się mogło wydawać.

Wiele wieków temu, kiedy plemiona zamieszkujące subkontynent indyjski zamieniły koczowniczy tryb życia na kulturę społeczności osiadłych, najlepiej reprezentowaną przez cywilizację Doliny Indusu, krowa stała się najważniejszą żywicielką hinduskiej rodziny. Podstawą diety mieszkańców tego regionu Azji stało się mleko. Zimą do ogrzewania domostw używano wyschniętego i uformowanego na placki krowiego łajna. Dziś na wsiach nieraz można zobaczyć przyklejone do murów lub rozłożone na płaskich dachach suszące się w słońcu krowie odchody. Woły stały się potrzebne jako zwierzęta współpracujące z człowiekiem przy uprawie roli. Żadne inne zwierzę nie spełniało tych wszystkich funkcji tak dobrze jak krowa. W naturalny więc sposób w kulturze, która czciła wszelkie zwierzęta, krowa wybiła się na najwyższą pozycję – matki żywicielki. To dzięki niej funkcjonowało społeczeństwo. I tak już zostało. Krowa to matka rodziny. Jej mleko jest symbolem nie tylko podstawowego pokarmu, ale też czystości. Dlatego nie jada się krów, bo to jakby zjadać własną matkę.

I ot cała filozofia świętej krowy. Tak naprawdę nic specjalnego, żadnych magicznych właściwości czy szczególnych mocy przypisywanych krowie. Ale jeśli nam to nie wystarcza i chcemy pogrzebać w przepastnych zasobach indyjskich mitów i opowieści o bogach, to oczywiście znajdziemy krowę również i tam. Najbardziej znanym przedstawicielem boskiej kultury krowiej jest byk Nandi. Każde szanujące się bóstwo indyjskie ma swojego wierzchowca, na piechotę bogom nie wypada chodzić. Nic więc dziwnego, że byk Nandi stał się rumakiem najbardziej czczonego ze wszystkich bogów hinduskiego panteonu, najpotężniejszego pana w trójcy naczelnych bóstw subkontynentu – Sziwy. Jeśli zobaczycie świątynię, przed którą stoi posążek byka, albo byk widnieje namalowany gdzieś obok drzwi, możecie mieć pewność – to świątynia Sziwy, boskiego niszczyciela, który przypomina nam o nietrwałości materialnego świata.

Krowom w Indiach jest dobrze. Wysoka pozycja społeczna daje im wiele przywilejów i wolności. Dopóki krowa daje mleko, mieszka sobie szczęśliwie w gospodarstwie i cieszy się szacunkiem domowników. Gdy się zestarzeje i mleko się skończy, często puszcza się ją wolno. To dlatego na ulicach mniejszych i większych miast można spotkać tyle wędrujących krów. Owszem, może niekoniecznie w Nowym Delhi, czy np. centrum Dżaipuru, gdzie dla bezpieczeństwa ich samych, jak i kierowców, krowom wyperswadowano, że lepiej będą miały na przedmieściach, ale widok krowy jest tu tak czy inaczej widokiem swojskim. Taka wędrowna krowa może przemieszczać się od domu do domu i mieć pewność, że prawie wszędzie zostanie nakarmiona. Na ulicy samochody będą ją omijać łukiem. Owszem, zostanie obtrąbiona na wszystkie strony, ale to dla jej dobra. W indyjskim ruchu ulicznym krowa ma pierwszeństwo, którego nikt nie ośmieli się podważyć. Po niej zaczyna się hierarchia pojazdów, od największych do najmniejszych. Pieszy jest gdzieś tam na szarym końcu. Chyba że idzie z krową.

Krowy to cwaniary. Na środku jezdni, wśród oparów spalin leżą, a wręcz mieszkają wcale nie dlatego, że zawędrowały tu niechcący i teraz nie wiedzą jak stąd wybrnąć. Stojąca pośrodku ruchliwej drogi posągowa krowa ma ku temu staniu bardzo ważny i praktyczny powód. Wśród spalin jest o wiele mniej much i komarów, i życie krowy staje się łatwiejsze, nie musi się oganiać od wszechobecnych insektów, które w terenach bardziej wiejskich nie dają jej żyć. To ważne przystosowanie do życia. Hindusi ponadto nieraz się śmieją, że jak krowa się nawdycha spalin, to jest na haju. I dlatego jest taka szczęśliwa.

Tekst i zdjęcia: Filip Majkowski