ISLANDIA – kraina żywiołów

Islandia otworzyła się na turystykę po 2014 roku, od tego momentu przyrost turystów odwiedzających wyspę zwiększa się co roku o wartość przekraczającą ilość ludzi zamieszkujących ten kraj. Jak na kraj, który nie jest jeszcze gotowy na taką ilość chcących z nim obcować ludzi, branża turystyczna bardzo prężnie się tu rozwija, i prześcignęła już dotychczasową, główną dziedzinę gospodarczą kraju – rybołówstwo.

Ale dlaczego to wszystko?
Ponieważ Islandia jest niesamowita! :) Dlatego ostatni dzwonek aby się tu wybrać!

Poczynając od historii determinacji, obserwowanej przez zmagania pierwszych osadników z surowym i nieprzyjaznym klimatem, gdzie do dzisiaj wielu zastanawia się jaką siłą można tu żyć, a kończąc bajkowych pejzażach gór, lodowców, fiordów, rzek, wodospadów, wulkanów i całej masie osobliwości krajobrazu i natury, których trudno doświadczyć w reszcie świata w takim nagromadzeniu i kumulacji na tak niewielkim obszarze.

Islandia jest jak wentyl bezpieczeństwa dla wszystkich ludzi, którzy mają już dosyć codziennej gonitwy za życiem – na Islandii w końcu mogą poczuć się „tu i teraz”, ponieważ nie ma większej siły niż potęga natury, bez której nie można obejść się obojętnie.

Podróżując po Islandii nie można się nudzić, krajobraz zmienia się tu z godziny na godzinę, z minuty na minutę, nawet objeżdżając wyspę dookoła główną ring-road można chłonąć każdy kilometr tych niesamowitych widoków. Jeśli natomiast zapuścimy się w góry lub interior – skala niesamowitość rośnie proporcjonalnie do pokonanych kilometrów. No i oczywiście mamy jeszcze fiordy zachodnie, które dopełniają całokształt niesamowitości wyspy.

Z technicznego punktu widzenia , każda atrakcja jest tutaj dobrze oznakowana i opisana. Wszędzie jest odpowiedniej wielkości parking, coraz częściej pojawiają się sanitariaty oraz zaplecza barowo-restauracyjne. To jak zwiedzanie dobrze zorganizowanego kompleksu, gdzie wiadomo że w każdym momencie można załatwić wszystkie swoje potrzeby bądź kaprysy.
Ludzie są tu uczciwi i uprzejmi, czują dużą więź z wyspą, jej kulturą, historią oraz całą jej niewidzialną, duchową płaszczyzną. Tego samego oczekują od przyjezdnych.

Pozostaje jeszcze pogoda… a ta zawsze jakaś jest. Nie zmoknąć na Islandii to tak, jak nie zobaczyć słońca w np. Tunezji. Nie musi być ciepło czy słonecznie, wystarczy że nie pada poziomo, a cała reszta to już kwestia odpowiedniego przygotowania. Oczywiście, może się trafić fenomenalna pogoda, gdzie przez kilka dni nie uraczymy ani kropli deszczu – ale to jest wręcz nienaturalne, wtedy byłoby tu jak wszędzie – a przecież nie jest! Bo tu na Islandii, skąd właśnie piszę, wyjątkowa jest każda chwila.

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Łyczykowski