KORFU – grecko-włoskie carpe diem

Prowadzę samochód. Dookoła mnie gaje oliwne. Konary drzew owijają się wokół siebie tworząc wymyślne formy. Jest bardzo zielono. Mamy upalny sierpień na Korfu. Na wyspie jestem od 3.miesięcy i nadal nie mogę nacieszyć się jej krajobrazem. Zjeżdżając z gór w północnej części wyspy widać rozległą, zieloną dolinę, a za nią niebieskie greckie morze, które mieni się w letnim słońcu. Kto był gdziekolwiek w Grecji latem ten wie o czym piszę. Wspomniana dolina teraz bije soczystą zielenią. Wyraźnie widać wystające sporadycznie weneckie dachówki tutejszych domostw. Najciekawiej jednak jest zjeżdżać tą drogą wczesnym rankiem. Owy rozległy teren pokrywa wtedy gęsta mgła, z której wystają gdzieniegdzie zarysy cyprysów i wzgórz. Jadę w kierunku stolicy wyspy o tej samej nazwie.
Chcę pospacerować między ściśniętymi budynkami starówki o włoskiej zabudowie i cieszyć się freddo cappuccino w cieniu. Zanim tam dojadę, przemieszczam się krętą drogą wzdłuż wschodniego wybrzeża z widokiem na pobliską Albanię. W dole, co chwilę ukazują się wysunięte lub wchodzące w ląd piękne, małe i duże zatoczki wypełnione żaglowcami oraz nowoczesnymi jachtami. Wszędzie dookoła gaje oliwne, wciśnięte pomiędzy strzeliste cyprysy, rzadziej opuncje i araukarie. Cały czas jest bardzo zielono. Po drodze mijam kilka typowych wsi, gdzie droga biegnie między cerkwiami i domami mieszkańców. Drzwi tych drugich wychodzą prosto na drogę. Zakrętów tyle, że można poczuć się jak na kolejce górskiej, ale jest to jedna z bardziej urokliwych tras widokowych na północnym Korfu…

….Spacer po starówce zawsze daje mi uczucie energii i tak jest też tym razem. Cała atmosfera tego 40. tysięcznego miasta jest energetyzująca. Wąskie uliczki dają cień w upalne dni, gdzie można się zrelaksować przy eliniko – małej mocnej kawie w jednej z ukrytych kawiarni. Wychodzę na szeroką ulicę prowadzącą do placu Spianada i od razu porywa mnie tłum spacerujących turystów i tubylców. Jest kolorowo, dość głośno. Otaczają nas weneckie kamienice z charakterystycznymi maskami na ścianach. Na ulicy Theotoku mijam kilka cerkwi – to połączenie greckiej tradycji i włoskich wpływów w architekturze i kulturze dzięki którym Korfu zawdzięcza swoją unikalną atmosferę. Korfijski charakter to połączenie greckiego carpe diem z mocnym weneckim akcentem. Przechodzę dalej na Spianadę. Jest to największy plac miejski na Bałkanach. Dookoła cały czas tłumy. Pod arkadami ludzie przesiadują pijąc kawę i drinki, spoglądają na plac. Na tym placu, który jest teraz dużym trawnikiem, w XIX wieku władający wyspą Brytyjczycy urządzali gry w krykieta. Przechodzę dalej pod Starą Twierdzę, która zamyka miasto od strony morza. Dawniej, wiele razy chroniła mieszkańców przed atakami tureckich wojsk. Staję przy jednym z bastionów twierdzy i patrzę w morze, w dole mała marina z pięknymi jachtami i żaglówkami. Wieje lekki przyjemny wiatr. Widzę w oddali drugi brzeg Korfu z majaczącym Pantokratorem – najwyższa góra wyspy. Czuję, że nie chciałbym być w tym momencie nigdzie indziej…

 

Tekst i zdjęcia: Tomasz Adamczak