TYBET – tajemnica tsampy

– Ale żeby mąka?!

Zdziwienie i zaskoczenie, a czasem rozbawienie są częstą reakcją, gdy podczas podróży do Tybetu lub osad tybetańskich w Indiach i Nepalu Europejczycy dowiadują się, że głównym pożywieniem mieszkańców Wyżyny Tybetańskiej jest po prostu mąka. Mało tego! Poza mąką i jęczmiennym piwem Tybetańczycy nie mają tak naprawdę innych potraw w swej narodowej kuchni. Pierożki momo? Oryginalnie chińskie. Podobnie zupa z długim makaronem – thugpa. Jest jeszcze co prawda tradycyjna słona herbata z mlekiem i masłem. Owszem, no ale herbata też sprowadzana jest z Chin…

Czy można jeść po prostu mąkę? Okazuje się, że można i Tybetańczycy jedzą ją od wieków. Nazywa się tsampa i jest tradycyjnie mąką jęczmienną, dziś na emigracji czasem zastępowana innymi zbożami. Ale w Tybecie na wysokości 3 tysięcy i więcej metrów n.p.m. najlepiej przyjął się jęczmień, którego złote falujące łany ciągną się nieraz na wiele kilometrów. Tsampa jest tak bardzo charakterystyczna dla Tybetańczyków, że stała się najważniejszym wyróżnikiem ich kultury. Nie buddyzm – bo w Tybecie znajdziemy też i muzułmanów i chrześcijan, nie Dalajlama – bo nawet On ma przeciwników we własnym narodzie, nie język – bo choć Tybetańczyków wielu nie ma, to mówią tak rozbieżnymi dialektami, że trudno czasem o wspólny mianownik. Tylko właśnie tsampa. Zna ją każdy Tybetańczyk i wielu na śniadanie nie jada nic innego. W Tybecie czy na emigracji, jak spotkacie Tybetańczyków i zapytacie o możliwość spróbowania tsampy, dostaniecie ją bez problemu. A podczas wizyty w centralnej prowincji U Tsang, nieopodal Lhasy, mamy nawet możliwość odwiedzenia niewielkiej fabryczki tsampy, gdzie dowiemy się o co tak naprawdę chodzi z tą mąką.

No dobra, nie jest to taka sobie zwykła mąka. Po żniwach starannie wybrane ziarna jęczmienia należy zmieszać z piaskiem, co pozwala je dodatkowo oczyścić. Wraz z piaskiem wrzuca się je na płaską patelnię i długo praży. Gorące i pachnące przesiewa się przez sito, żeby pozbyć się piasku, po czym dopiero następuje proces rozgniatania, żeby uzyskać faktyczną mąkę. W domach robi się to przy pomocy kamienia, w większych gospodarstwach służą do tego maszyny. Mąka z prażonego jęczmienia ma lekko brunatny kolor. Znajdziecie ją w domach i na targu w Lhasie, Dharamsali, a także w Leh, w Ladakhu i w wielu miejscach Nepalu. No i gotowy produkt właściwie można już jeść. Są tacy, którzy po prostu wcinają mąkę, popijając ją herbatą. Ale najczęściej Tybetańczycy mąkę mieszają z gorącą wodą, albo herbatą, czasem dodają masło, mleko, bywa, że ser (mleko nie do końca jest z jaka, bo jak w języku tybetańskim to tylko samiec, samica zaś nazywa się dri, więc jest to tak naprawdę mleko dri) i formują małe kulki. I to jest tradycyjne tybetańskie śniadanie. Sam Dalajlama takie jada!

Okazuje się, że tsampa jest bardzo energetycznym posiłkiem. Sprawdza się od wieków. W trudnych warunkach klimatycznych Wyżyny Tybetańskiej, szczególnie wśród nomadów północnego Ciangthangu bez tsampy ani rusz. Kilka kulek na śniadanie i jest energia na pół dnia. Naprawdę. Bez niej tybetańscy pasterze nie podołaliby swojej pracy. Dla chętnych spróbowania tsampy drobne ostrzeżenie: jedząc ją pierwszy raz, należy zabierać się do tego ostrożnie i nie przesadzić z ilością. Tsampa nie należy do lekko strawnych dań. Pierwszy kontakt może czasem poskutkować lekkim bólem brzucha, albo biegunką. Nasze zachodnie żołądki potrzebują trochę czasu, żeby obłaskawić tsampę. Ażeby ułatwić sprawę ciekawskim turystom, w restauracjach, szczególnie w indyjskich osadach uchodźców tybetańskich, np. w Dharamsali, tsampę serwuje się też na słodko, w postaci przypominającej owsiankę, a nawet w czekoladzie!

Prócz tsampy, z jęczmienia Tybetańczycy robią też piwo. Ale to już chyba inna historia…

 

Tekst i zdjęcia: Filip Majkowski