WIELKIE ANTYLE z daleka i z bliska

 

    Wielkie Antyle to archipelag wysp tworzących barierę między oceanem Atlantyckim i Morzem Karaibskim. W odległych epokach geologicznych był to pomost lądowy między Ameryką północną i Południową. W skald wielkich Antyli wchodzą Kuba, Hispaniola (Dominikana i Haiti), Jamajka i Portoryko. Największą z wysp wchodzącą w skład archipelagu jest Kuba. Wyspa-kraj jest  znanym i często odwiedzanym przez turystów miejscem natomiast mniejsze z wysp jak Jamajka czy Portoryko są miej popularnym celem wycieczek. Pomimo stosunkowo małej powierzchni, oraz niewielkiej odległości miedzy poszczególnymi wyspami, przy bliższym poznaniu okazuje się że każda z wysp posiada swój wyjątkowy charakter i historię.

Nasza styczniowa wyprawa na wielkie Antyle nie obejmowała Kuby. Pierwszą z wysp jak odwiedziliśmy było Portoryko, najmniejsza z wysp, której status można określić jako terytorium nieinkorporowane Stanów Zjednoczonych. Powierzchnia Portoryko to 9000 km2 Stolicą jest San Juan. System prawny jak i monetarny jest pod całkowitą kontrolą Stanów Zjednoczonych. Dla podróżujących z Polski wymagana jest wiza USA. Status państwa jest specyficzny. Z jednej strony ugruntowana tożsamość, odrębność kulturowa i językowa od Stanów Zjednoczonych Z drugiej silne związki gospodarcze z USA i brak nawet krótkiego okresu pełnej niepodległości. W rozmowach z mieszkańcami wyspy można odnieść wrażenie, że kraj stoi na rozdrożu między wyborem pełnej niepodległości i zależności. Pełna niepodległość wiązała by się ze spadkiem poziomu życia i utrudnieniami w podróżach do USA gdzie wielu mieszkańców ma rodziny. Formalne połączenie ze Stanami Zjednoczonymi i utworzenie 51. stanu to całkowite podporządkowanie i utrata resztek niezależności. Sprawa pewnie nie zostanie szybko rozstrzygnięta. Społeczność Portoryko jest praktycznie równomiernie podzielona na zwolenników obu opcji.

Jedna z największych atrakcji Portoryko jest dobrze zachowana starówka San Juan pochodząca z XVIII wieku, zbudowana w czasach, kiedy wyspa byłą hiszpańską kolonią a San Juan było jednym z najważniejszych portów Nowego Świata. Miasto kilkukrotnie w XVI i XVII było celem ataku piratów. Brytyjczycy kilkukrotnie podejmowali próbę zdobycia i przejęcia kontroli nad wyspą. Dla ochrony portu oraz utrudniania desantu na wyspę, Hiszpanie zbudowali system fortów,  który miał zniweczyć próby zdobycia miasta. Obecnie forty San Felipe del Morro oraz Castillo San Cristoba stanowią największą atrakcję San Juan. Zwiedzanie największych fortyfikacji zbudowanych w czasach kolonialnych na zachodniej półkul na długo zostaje w pamięci, szczególnie ogrom fortyfikacji, kunszt budowniczych, oraz malownicze położenie nad zatoką San Juan. Klimat Wyspy jest ciepły i łagodny, nie ma dużych wahań temperatury w ciągu roku jak również w ciągu dnia. Niestety „rajskie” położenie sprawia, że w okresie jesiennym wyspę nawiedzają burze tropikalne, a czasami niszczące huragany. Puerto Rico jest specyficzną wyspą, którą można porównać do mostu łączącego Stany Zjednoczone z Ameryką Łacińską i Karaibami.

Kolejnym Przystankiem w trakcie naszej podróży była Republika Dominikany. Republika Dominikany wraz z Haiti położone są na wyspie, którą Krzysztof Kolumb nazwał Hispaniolą. Dominikana zajmuje 2/3 powierzchni wyspy około 49 tys. km2 . Republika Dominikany jest jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych na Karaibach. Z informacji jakie można uzyskać w informacji turystycznej ten wyspiarski kraj odwiedza ponad 12 milionów turystów rocznie. Najważniejszym celem naszej podróży była stolica – Santo Domingo. Najprawdopodobniej najstarsze kolonialne miasto na zachodniej półkuli. Miejsce, gdzie w tak zwanym Nowym Świecie znajduje się pierwsza katedra – Santa Maria la Menor, pierwszy fort obronny zbudowany z kamienia – Fort Ozma i pierwsza brukowana ulica  – Calle las damas. Władze Dominikan wykazują dużą dbałość o zabytki wyspy co sprawia, że są bardzo dobrze zachowane. Jednym z najciekawszych miejsc jakie można odwiedzić i dowiedzieć się więcej o czasach kolonialnych jest Pałac Alcazar de Colon. Dominikana pomimo tego, że jest niewielkim krajem posiada wiele atrakcji nie tylko związanych z historią i pięknymi rajskimi plażami. Warto spędzić więcej czasu na wyspie nie ograniczając się tylko do pobytu w luksusowych hotelach jako uczestnik zorganizowanych wycieczek. Pisząc o Dominikanie nie mogę zapomnieć wyjątkowego górzystego krajobrazu.

W porównaniu z Dominikaną, Haiti, które leży na tej samej wyspie jest zupełnie innym światem. Haiti to jeden z najrzadziej odwiedzanych przez turystów krajów leżących na Karaibach. Przyczyn tego jest wiele i są ze sobą powiązane. Haiti to jeden  z najbiedniejszych krajów świata, który w swojej historii nie miał zbyt wiele szczęścia. Trzęsienia ziemi, epidemie, permanentnie niestabilna sytuacja polityczna i nieobliczalni dyktatorzy. Historia Haiti sięga XVII wieku, kiedy to francuscy piraci zakładali swoje porty na wyspie Hispaniola. Pod koniec wieku XVII potęga kolonialna Hiszpanii powoli ustępowała nowym silnym graczom – Wielkiej Brytanii, Francji i Holandii czego efektem była utrata przez Hiszpanię Jamajki na rzecz Wielkiej Brytanii oraz 1/3 wyspy Hispaniola na rzecz Francji. Zapotrzebowanie na cukier i rum w tym czasie było ogromne. Francja nie dysponowała dużymi obszarami kolonialnymi na Karaibach, dlatego ta kolonia była miejscem strategicznym. Francuscy koloniści zaplanowali intensywne wykorzystanie zasobów wyspy. W tym celu sprowadzono rzesze niewolników z Afryki którzy stopniowo zamieniali lasy i tereny podmokłe na uprawy trzciny cukrowej. Niewolnictwo – jedno z najbardziej haniebnych procederów w historii ludzkości, w szczególnie brutalny sposób odciska się piętnem w historii tej karaibskiej wyspy. Do końca XVIII wieku dochód z tej kolonii stanowił 40% dochodów Francuskiej Korony. Co tak naprawdę się za tym kryło? Wysoka śmiertelność niewolników, znacznie wyższa niż w innych koloniach, przeludnienie, epidemie ze względu na fatalne warunki życia oraz niesłychaną brutalność francuskich nadzorców. Momentem zwrotnym w historii kolonii była Rewolucje Francuska. Hasła dotyczące wolności równości i braterstwa dotarły także na wyspę i stały się przyczyną rewolucji, która ostatecznie po wielu latach krwawych i brutalnych walk doprowadziła do niepodległości Haiti. O tym jak wyglądały te walki najlepiej zaświadczą słowa naocznego świadka: „Wojnę toczy się tu inaczej niż w Europie. Trzy dni temu z kolonii hiszpańskiej przyjechało 200 psów… jutro ma być kolejne 400. Hiszpanie tresują je na ludziach, na murzynach, których psy atakują i rozrywają na strzępy.” Jest to fragment listu porucznika Weygela do przełożonego napisany w dniu 19 marca 1803 r.  W epoce napoleońskiej do walk z powstańcami na Haiti francuzi wykorzystywali żołnierzy dawnych Legionów Dąbrowskiego. Polacy bardzo niechętnie walczyli z powstańcami widząc w brutalnej kolonialnej wojnie analogię do walki Polaków o niepodległość. O tym jak Polscy legioniści podchodzili do pacyfikacji wyspy świadczą listy żołnierzy do rodzin: „Biorę do ręki pióro, aby opisać czarnych, jak ich nazywają – buntowników. (…) Gdy na 24 godziny trafiłem do niewoli, poznałem przywódcę powstańców. Choć ponoć dziki, przyjął mnie nieźle. W trakcie rozmowy starał się przekonać, że murzynów zmuszono, by chwycili za broń, bo w kolonii nie mieli żadnych praw, żyli w ciągłym strachu o życie i zdrowie. Przelewano brutalnie ich krew, tysiące czarnych niewolników mordowanych arbitralnie, bez jakiegokolwiek sądu”. To fragment listu, który oficer Louis Mathieu Dembowski wysłał do rodziców po powrocie do Francji w 1804 r. Do dziś na Haiti żywa jest pamięć o Polakach. Świadczyć o tym może historia, która wydarzyła się w trakcie walk o niepodległość, kiedy to polscy żołnierze odmówili wykonania rozkazu generała Rochemeau, który to nakazywał wymordowanie kilkuset haitańskich jeńców. Legioniści nie tylko nie wykonali rozkazu, ale przeszli na stronę walczących z francuzami powstańców. Do dziś w języku kreolskim  używanym na Haiti istnieje powiedzeni „szarżować jak Polak” teraz współcześnie często używanie w odniesieniu do rajdowych zapędów niektórych kierowców. Podczas naszego pobytu odwiedziliśmy stolicę Haiti Port au Prince. Ponad sześciomilionowe miasto do dziś nie może podnieść się po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi z 2010 roku. Pamiątką po tych wydarzeniach są ruiny katedry, oraz pusty plac po dawnym pałacu prezydenckim. Niewiele pozostało pamiątek po czasach kolonialnych czy po początkach niepodległości Haitańskiej. Z Port au Prince udaliśmy się do  największego miasta na północy Haiti –  Cap Haitien. Trudno jest jednoznacznie ocenić oba miasta jak również całe Haiti, są to często skrajne wrażenia. Bardzo ładne zabudowanie starówki w Cap Haitiene kontrastują z  zaśmieconymi i brudnymi rzekami i plażami na terenie miasta. Jedną z największych atrakcji Haiti jest Twierdza Laferrière. Twierdza została wybudowana przez ponad 20 tysięcy na rozkaz króla północnego Haiti Henri Cristophe. Twierdzę wybudowano, aby zabezpieczyć niepodległość królestwa przed atakiem Francuzów bądź innych kolonizatorów na niedawno powstałe królestwo. Jest to największa XIX wieczna twierdza na zachodniej półkuli. Z wież twierdzy rozpościera się wspaniały widok na zatokę oraz okolice Cap Haitien. Przy dobrej pogodzie można dostrzec oddalone o 140 km wybrzeże Kuby. Oryginalna konstrukcja o grubych i wysokich murach z ponad 365. armatami nigdy nie została zdobyta. Od 1982 r. znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Dla samego zobaczenie tej twierdzy warto odwiedzić Haiti i Cape Haitien.  Opuszczaliśmy Haiti z mieszanymi uczuciami. Znając skomplikowaną i niejednokrotnie tragiczną historię kraju łatwiej jest zrozumieć to co może sprawiać, że w negatywny sposób odbieramy tutaj rzeczywistość.

Pomimo stosunkowo niedużej odległości między Cap Haitien a Nassau stolica Bahamów, kontrast między oboma miejscami jest niesamowity. Śmiało  można powiedzieć, że Bahamy to przeciwieństwo Haiti. Jest czysto i bezpiecznie. Nassau stolica Bahamów, wyspiarskiego kraju będącego niegdyś brytyjską kolonią ma wiele pamiątek po brytyjskiej obecności, głównie typowe budynki  z epoki kolonialnej.  Niegdyś Nassau było bogatymi pirackim portem, gdzie gromadzono skarby zrabowany głównie z hiszpańskich statków. Kiedy Brytyjczycy ostatecznie zlikwidowali piractwo morskie, Nassau jak i pozostałe wyspy archipelagu Bahamów były odległa prowincją kolonialnego imperium brytyjskiego. Po uzyskaniu niepodległości w 1973 roku nowo powstały kraj postawił na turystykę i usługi finansowe. W Nassau jest wiele luksusowych hoteli i apartamentów i kilka kasyn. Liczba banków również jest zdecydowanie nieproporcjonalna do wielkości kraju jak i liczby jego mieszkańców. Nassau jest obowiązkowym przystaniem podczas rejsów statków wycieczkowych po Karaibach. W dni, kiedy do portu zawijają ogromne pływające hotele, miasto przypomina jedną wielką dyskotekę połączoną z szaleństwem przedświątecznych zakupów. Wąskie uliczki robią się tłoczne, a ceny idą znacznie do góry.  Dla osób lubiących kasyna, drogie restauracje i ekskluzywne hotele, będzie to dobre miejsce do wypoczynku. Jeśli jednak ktoś nie przepada za takimi wakacjami polecam od raz udać się na ostatnią z wysp które były na trasie naszej podróży – na Jamajkę.

Historia tego wyspiarskiego kraju jest bardzo podobna do historii pozostałych wyspa archipelagu Wielkich Antyli. Na początku XVI wieku, kiedy ostatnie wsie Indiania Taino zostały brutalnie spacyfikowane przez Hiszpanów, wyspa stała się ważnym ośrodkiem produkcji cukru rumu, kawy i tytoniu. Sama nazwy Jamajka pochodzi z języka Taino Xayamaca co w dosłownym tłumaczeniu oznacza krainę wody i drzew. Hiszpańskie panowanie zakończył atak brytyjskiej floty, który doprowadził do przejęcia wyspy przez Anglię w połowie XVII wieku. Okres kolonialny był, podobnie jak na innych wyspach, epoką niewolnictwa i gospodarki uzależnionej od zapotrzebowania na cukier i rum. Momentem zwrotnym w historii Jamajki było uzyskanie niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1962 roku. Jamajka jest bardzo zróżnicowaną krajobrazowo wyspą gdzie nadal ponad 50% wyspy pokrywają lasy. Jedną z największych atrakcji Jamajki jest wycieczka w Góry Błękitne. Dobrze zachowane lasy oraz górska sceneria sprawia, że jest to jedno z najpiękniejszych miejsc na Wyspie. Góry Błękitne to także miejsce gdzie uprawia się kawę uważaną za jedną z najlepszych na świecie. Blue Moutain Coffee słynie z niepowtarzalnego aromatu oraz delikatnego smaku. Górskie rejony Jamajki słyną z pięknych krajobrazów oraz lasów stanowiących jedno z największych bogactw wyspy. Północne wybrzeże Jamajki to piękne plaże, może nawet najpiękniejsze na Karaibach. Miasteczka i miejscowości na wybrzeżu takie jak: Ocho Rios, Discovery Bay, Rio Bueno, Montego Bay, czy szczególnie urokliwe jak Negril oferują wiele atrakcji dla osób spragnionych słońca i morskich kąpieli. Klimat wyspy, żyzne gleby oraz krystalicznie czyste wody licznych rzek płynących przez wyspę sprawiają, że  uprawiana od czasów kolonialnych trzcina cukrowa posiada wyjątkowe właściwości. Będąc na wyspie najlepiej przekonać się o tym odwiedzając fabrykę rumu Appelton Estate. Zwiedzając fabrykę oraz degustując najsłynniejszego jamajskiego rumu łatwo się przekonać o wyjątkowości tego trunku, który można nazwać esencją smaków tej karaibskiej wyspy. Będąc na wyspie nie można zapomnieć o odwiedzeniu miejsc związanych z Bobem Marleyem, chyba najbardziej na świecie znanym Jamajczykiem. Nawet dziś, prawie 40 lat po śmierci muzyka, pamięć o nim jest nadal żywa. Będąc w stolicy Jamajki Kingstontown koniecznie należy odwiedzić studnio nagraniowe, gdzie Bob Marley wraz z zespołem nagrywali swoje najbardziej znane utwory. Obecnie w studiu Tuff Gong mieści się muzeum, które w ciekawy sposób przybliża życie tego wyjątkowego artysty. Jego twórczość miała wpływ nie tylko na historię Jamajki, ale także wielu afrykańskich krajów. Kolejnym miejscem związanym z Bobem Marleyem jest Nine Mile – rodzinna wieś, oraz miejsce gdzie został pochowany. Odwiedzając Nine mile można z bliska poznać wyjątkową kulturę rastafariańską będącą  specyficznym połączeniem mistycyzmu chrześcijaństwa i tradycji afrykańskich. Pobyt na Jamajce najlepiej zakończyć odwiedzając jedno z najbardziej malowniczych punktów widokowych wyspy –  Lovers Leap.

Patrząc na mapę wyspy Archipelagu Wielkich Antyli wyglądają jak niepozorne kropki. Z lotu ptaka jak zielono żółto szare wysepki rozrzucone na granatowym i błękitnym oceanie. Każda z wysp i każdy z krajów jest wyjątkowy i wart bliższego poznania. Różnice wynikające z historii poszczególnych krajów bezpośrednio wpływają na ich różnorodność kulturową, językową, etniczną, religijną oraz poziom zamożności mieszkańców. Pomimo stosunkowo niedużej powierzchni wysp, które odwiedzaliśmy (ponad 100 tys km) każda z nich to wyjątkowy, niezwykle ciekawy i różnorodny świat nie dający się porównać z żadnym innym miejscem na świecie. Zachęcam i gorąco polecam wyprawy na Karaiby.

 

Tekst i zdjęcie: Dawid Diduszko